Historia, która zaczęła się od orzeszka
U podnóży Pałacu Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim powstało miejsce, które dziś zna cała Polska – choć nie każdy wie, że to właśnie stąd. Tu zaczęła się historia firmy Laro. Historia o powrotach, odwadze i przekonaniu, że jeśli coś robi się z sercem i pracuje równie ciężko jak gdziekolwiek indziej na świecie, to w Polsce naprawdę da się stworzyć coś trwałego.
Kiedy patrzyliśmy na Kamieniec Ząbkowicki, widzieliśmy w nim ogromny potencjał. Miejsce, w którym można i chce się coś zrobić. Być może dlatego, że wcześniej przez kilka lat pracowaliśmy i żyliśmy za granicą. Tam często słyszeliśmy, że w Polsce „się nie da”. My mieliśmy dokładnie odwrotne doświadczenia i przeczucia. Wierzyliśmy, że da się nawet więcej – jeśli tylko włoży się w to tyle samo pracy, determinacji i uczciwości.
Od początku przyświecała nam jedna myśl: stworzyć coś, co zostanie na zawsze. Coś, co da stabilność nam, naszym dzieciom i wnukom.
Inspiracja z ulic świata
Podczas podróży mieliśmy okazję obserwować coś bardzo prostego, a jednocześnie niezwykle przyciągającego – orzeszki ziemne prażone na ulicach. Sprzedawane prosto z wózków, pachnące, świeże, przyciągające ludzi zapachem i atmosferą. Zatrzymywały przechodniów, łączyły ludzi, tworzyły chwilę przyjemności w biegu dnia. Zobaczyliśmy, jak to działa. A potem wróciliśmy do Polski i postanowiliśmy spróbować.
Zaczęło się skromnie – od garażu, festynów, imprez plenerowych. Sami prażyliśmy orzeszki, sami je sprzedawaliśmy. Ludzie wracali. Pytali, czy mogą kupić więcej, czy da się zabrać je do domu, czy będą dostępne następnym razem. Tak pojawili się pierwsi stali klienci – i to utwierdziło nas w przekonaniu, że to nie musi być tylko sezonowa przygoda.
Pierwsze logo i pierwsze decyzje
Pracowaliśmy bardzo ciężko i zaczęliśmy się zastanawiać, jak przenieść tę działalność na tryb codziennej, tygodniowej pracy. Właśnie wtedy stworzyliśmy pierwsze logo i narodził się pomysł pakowania orzeszków w papierowe opakowania, to otworzyło nam drogę sprzedaży do małych sklepików. Zaryzykowaliśmy i znów – to zadziałało.
Pewnego dnia zadzwonił telefon z dużej sieci handlowej. Ten moment był przełomowy. Współpraca z siecią rozpoczęła zupełnie nowy etap rozwoju Laro. Pojawiły się kolejne zlecenia, nowe produkty, nowe smaki. To sprawiło, że poczuliśmy się “poważną firmą”.
Prosty skład, jasny kierunek
Orzechy były i są dla nas czymś więcej niż produktem. To zdrowa przekąska, kojarząca się z wolnym czasem, dobrymi wspomnieniami i prostotą. Od początku zależało nam na prostym składzie i jakości. Już wtedy intuicyjnie czuliśmy, że rynek będzie coraz bardziej zwracał uwagę na to, co znajduje się w środku produktu – nie tylko na jego smak czy cenę.
Rozwój przyniósł jednak wyzwania. Skalowanie produkcji do wymagań dużych sieci handlowych, porządkowanie procesów, certyfikacje. Marzenie o rodzinnym biznesie zaczęło zmieniać się w realny, odpowiedzialny projekt, który trzeba było spiąć w całość.
Dziś zatrudniamy blisko 100 osób, a pierwszy członek zespołu Laro jest z nami do dziś – i to mówi o nas bardzo wiele.
Zmiany rynku i elastyczność
Jednym z trudniejszych momentów był czas, gdy pojawił się silny trend, że cukier nie jest odpowiednim składnikiem diety. Zamiast się bronić, postanowiliśmy się rozwijać także w nowych kategoriach przekąsek. Tak powstał kierunek naturalnych bakalii, orzechów w przyprawach i zdrowych słodyczy.
Kolejne kamienie milowe to skalowanie firmy przez współpracę z nowymi sieciami handlowymi i automatyzacja produkcji. Zakup maszyn pakujących był konieczny, bo wcześniej wszystko konfekcjonowaliśmy ręcznie. Mimo to czynnik ludzki pozostał kluczowy. Produkty, które tworzymy, wymagają uwagi, doświadczenia i serca – nie da się ich w pełni zautomatyzować.
Marka, która pamięta swoje początki
Siłą Laro jest stabilny, dobry produkt, który znalazł swoich odbiorców i potrafił ich przy sobie zatrzymać. Orzeszki, które jedliście u nas 20 lat temu, dziś nadal smakują tak samo. Jako jedyni w Polsce opracowaliśmy technologię, która pozwala nam produkować orzeszki w karmelu w całości – i jesteśmy z tego dumni.
Od orzeszka wszystko się zaczęło. I to on wciąż pozostaje symbolem naszej marki.
Przekąski, które łączą ludzi
Przekąski to dla nas dobre chwile, spotkania z bliskimi i czas spędzony z razem. Gdy myślimy „rodzina”, widzimy obraz dużej włoskiej rodziny: głośnej, radosnej, dbającej o relacje i wspólny stół.
Te wartości chcieliśmy przenieść do firmy, bo to, co sygnujemy marką Laro, powinno być jak w rodzinie – uczciwe, dobre i tworzone z sercem. Jest w tym trochę szaleństwa, trochę hałasu i ogrom miłości do pasji, która nigdy się nie kończy. Bo cokolwiek się dzieje, dzieje się na dobre.
Dziś i jutro
Nie było łatwo, gdy rynek zaczął kłaść nacisk wyłącznie na niską cenę, często kosztem jakości. To stało w sprzeczności z naszą wizją. Szukaliśmy złotego środka. Dziś z satysfakcją widzimy, że konsumenci coraz bardziej doceniają dobry skład i jakość, a my możemy pozostać wierni sobie.
Rynek wciąż jest wymagający i pełen wyzwań. Dlatego dziś dumnie podejmujemy się także projektów innowacyjnych, w tym badań naukowych nad żywnością funkcjonalną.
Tworzymy wiele marek własnych. Często nie widać, że to my stoimy za danym produktem, ale jego jakość i filozofia są niezmienne.
Gdy opanujemy jedną linię produkcyjną, szukamy kolejnych wyzwań. Tak powstała m.in. linia do produkcji batonów. Rozwijamy się, bo inspirują nas klienci i ich pomysły na nowe produkty.
Nasza wizja jest prosta i ambitna: Laro – bliskie ludziom dziś i gotowe na pokolenia jutra.